Kiedy w maju 2020 roku władze Gdańska ogłosiły projekt walki z suszą poprzez wstrzymanie koszenia trawników celem utworzenia naturalnych łąk kwietnych, już wtedy wielu mieszkańców uznało, że dorabiając szczytną filozofię, miasto próbuje zamaskować drastyczne cięcia kosztów na utrzymanie zieleni. Założenia były takie, że niekoszone trawniki zatrzymają więcej wody w glebie, a na powstałych naturalnych łąkach kwietnych będą się wypasać pożyteczne owady. O sprawie pisała Rada Dzielnicy w czerwcu 2020 roku gdzie o dziwo, na naszych mediach społecznościowych uaktywniło się wielu miłośników naturalnej zieleni, którzy zachwycali się pomysłem miejskich decydentów. Zdaniem Zarządu, wystarczyło wtedy wyjaśnić, z jakiego powodu są ograniczenia koszenia i przedstawić nowe zasady i harmonogramy ich wykonywania.

W ubiegłym roku koszenie traw również było mocno ograniczone, co doprowadziło do rozplenienia się różnego gatunku chwastów i pokrzyw. Fatalny w skutkach pomysł wstrzymania koszenia doprowadził do trwałej degradacji trawników, co wpłynęło także na pogorszenie estetyki terenów zielonych. Jaki stan mamy obecnie? Większość dawnych trawników oraz podwórek wygląda jak nieużytki. Przeważają wybujałe na 1,5 metra chwasty i pokrzywy, które kładą się na chodniki, utrudniając pieszym swobodne korzystanie z ciągów komunikacyjnych, a mieszkańcom korzystanie z zieleńców. Matki boją się wypuszczać na dwór dzieci z obawy przed kleszczami. Już w ubiegłym roku docierały do nas informacje, że miejskie spółki odpowiedzialne za zieleń mają problem z pozyskaniem podwykonawców. Kosić trawę, a kosić chaszczowisko to dwie różne sprawy. Do pierwszej opcji używa się kosiarki, do tej drugiej maczety. Ciężko jest znaleźć przysłowiowego „jelenia”, który za najniższą stawkę z przetargu będzie walczył z ugorem. W rozmowie z właścicielem firmy zajmującej się zielenią usłyszeliśmy, że koszenie tak zapuszczonych trawników nie jest możliwe standardowym sprzętem. Zdrewniałe chwasty trzeba wyrywać ręcznie. Nawet tam, gdzie można użyć kosiarki, trawniki zapełnione są różnego rodzaju śmieciami, w większości butelkami po małpkach i piwie. Pracownik wykonujące koszenie jest narażony na okaleczenie w momencie, gdy trafi kosiarką na szkło. Koszty usługi podnosi również konieczność wywozu większej ilości odpadów, które dodatkowo trzeba jeszcze posegregować.

Zarząd Dzielnicy widzi problem z zielenią na Siedlcach i wsłuchuje się w głosy zrozpaczonych mieszkańców, którzy nie chcą żyć w takim otoczeniu. „Mam dość oglądania tych przerośniętych badyli i tolerowania takiego dziadostwa” powiedziała jedna z mieszkanek, która zwróciła się do Rady z prośbą o interwencję. W tym celu skontaktowaliśmy się z Gdańskimi Nieruchomościami, które odpowiadają za utrzymanie zieleni na terenach miejskich. Zarząd zwrócił się z prośbą o przeprowadzenie akcji koszenia, wzdłuż ulic i chodników oraz na podwórkach. W nadesłanej odpowiedzi czytamy: „w odpowiedzi na przesłaną wiadomość uprzejmie informuję, że zgodnie z przyjętym harmonogramem, pierwsze koszenie na terenach administrowanych przez Gdańskie Nieruchomości w dzielnicy Siedlce odbyło się w czerwcu, kolejne zaplanowane jest w połowie sierpnia, a ostatnie w październiku. Tereny wskazane przez Pana w przesłanej wiadomości podlegają roszczeniu Wspólnot Mieszkaniowych, które zobowiązane są do koszenia i pielęgnacji zieleni we własnym zakresie i na własny koszt. Na takich terenach podejmujemy wyłącznie działania o charakterze interwencyjnym”.

Prosimy o pilne wskazanie miejsc, które wymagają skoszenia. Na Państwa zgłoszenia czekamy do 10 sierpnia. Chodzi o lokalizacje będące pod kuratelą Gdańskich Nieruchomości lub Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Przekażemy te informacje urzędnikom. Wystąpimy również o udzielenie informacji, które konkretnie tereny koszono w czerwcu.

Mirosław Koźbiał

Rada Dzielnicy Siedlce

fot. Mirosław Koźbiał